Święta na opak

Okres świąteczny już od dzieciństwa był moim ulubionym czasem w roku. Zapach mandarynek i kompotu z suszonych śliwek, unoszący się po mieszkaniu; mama krzątająca się w kuchni, od czasu do czasu wołająca mnie do pomocy: Kasiu, wysmarowałabyś blachy na ciasto; tata walczący ze światełkami, które, w bliżej nieokreślny sposób, same się poplątały od ubiegłego roku: no przecież wszystko ładnie złożyłem, jasna cholera! – no i ja – mistrzyni ubierania choinki i wiązania cukierków, których większość zawsze lądowała w moim żołądku – odnajdująca się świetnie w całym tym przedświątecznym zamieszaniu.

Święta – te, które utknęły mi w pamięci – to rodzina, zasiadająca wspólnie przy stole w wigilijny wieczór, Mikołaj, który dziwnym trafem podrzucał prezenty wtedy, kiedy musiałam zwolnić wartę przy choince (do tej pory podziwiam moich rodziców, którzy rok rocznie musieli odegrać inne scenariusze, żeby chociaż na dwie minuty odciągnąć mnie od świątecznego drzewka), słowa mamy, która odnalazła sposób na skłonienie mnie do jedzenia, przynajmniej raz w roku: musisz wszystkiego spróbować chociaż po troszku, inaczej nie dostaniesz prezentów, jednak przede wszystkim, Święta, za dzieciaka, to zimowa kurtka, mróz i śnieg skrzypiący pod butami.

W tym roku nie będzie przy mnie ani rodziny, ani – tym bardziej – śniegu, biorąc pod uwagę fakt, że dzisiaj walczyłam sama ze sobą czy w ogóle wyjść z domu, kiedy temperatura za oknem sięga 34 stopni. Takie oto smaczki z grudnia w innej strefie klimatycznej.

Jak to jest spędzać Święta, kiedy za oknem temperatura wynosi 30+C?

Gorąco.

Ktoś by pomyślał, że to świetna sprawa dekorować choinkę w szortach i japonkach, jednak dla mnie – osoby, w której wspomnienia z dzieciństwa siedzą mocno zakorzenione – spędzanie Bożego Narodzenia w klimacie innym niż mroźny, to takie trochę nie-świąteczne.

George Street, Sydney
Martin Place, Sydney
picscristmas.com

Zawsze na początku grudnia przestawiałam playlistę na Świąteczną, nucąc uradowana pod nosem “Santa, can you hear me? I have been so good this year…”, w tym roku za każdym razem, kiedy włączył mi się w słuchawkach zimowy kawałek – od razu musiałam go przełączyć. Czułam trochę, jakbym słuchała “Last Christmas” w lipcu, a to przecież trochę za wcześnie i trochę za ciepło na taką nutkę.

Nie pomagał nawet fakt, że na każdym kroku mijałam świąteczne ozdoby bądź rozentuzjazmowany tłum w Mikołajowych czapkach, robiący rundki po pobliskich pubach. Nie mogłam się zmusić, żeby w uszach rozbrzmiał mi tekst “But baby, it’s cold outside” [Ale kochanie, przecież na zewnątrz jest zimno], kiedy jedyne, o czym marzyłam tak naprawdę, to żeby zanurkować w wodzie z lodem. Tak dla ochłody.

theleader.com.au

Nie tylko fakt, że w tym roku musiałam odstąpić od słuchania Świątecznych kawałków, spowodował, że w ogóle nie czuję magii nadchodzących Świąt. Brakuje mi Polskich tradycji, barszczyku z uszkami, maminego serniczka, toastu “no to na drugą nóżkę” i całej tej Świątecznej otoczki, która sprawia, że grudzień staje się trochę bardziej magiczny.

Podczas gdy ja marzę o stole z białym obrusem i choinką obwieszoną cukierkami, Australijczycy zastanawiają się na której plaży świętować Boże Narodzenie lub co wrzucić na grilla w tym roku (grillowanie jest mocno zakorzenione w kulturze Australijskiej – na tyle mocno, że podczas Świąt tradycją jest urządzenie rodzinnego BBQ). Australijskie reklamy są całkowitym przeciwieństwem tych ‘naszych’. Podczas gdy Allegro po raz kolejny emituje spot ściskający za serce, Australijskie reklamy głównie rozgrywają się na plaży, bądź w ogrodzie (przy rodzinnym grillu) przy pełnym słońcu. Nawet słowa piosenek nam znanych i lubianych zostały napisane od nowa, bo przecież “poprzez białe drogi, z mrozem za pan brat, pędzą nasze sanie, szybkie niby wiatr” byłoby nie na miejscu.

Od pół roku żyję w kraju, w którym wszystko jest do góry nogami, jednak jeszcze nigdy nie odczułam tak dużej różnicy między miejscem, w którym spędziłam większość swojego życia a tym, w którym mieszkam na chwilę obecną.

Za kilka godzin moja rodzina zasiądzie wspólnie do stołu, suto zastawionego tuczącymi potrawami, złożą sobie życzenia, dzieląc się opłatkiem, następnie obdarują się prezentami. Tymczasem ja niedawno co wróciłam do pracy i za chwilę zacznę robić sałatkę gyros na jutrzejszy lunch ze znajomymi. Mam silne postanowienie, że w przyszłym roku Święta spędzam w Polsce z rodzicami, barszczykiem i uszkami.

Wesołych Świąt!

Dodaj komentarz